Kandydat na burmistrza miasta Gorlice – Mariola Migdar

Mariola Migdar

  • Absolwentka Wyższej Szkoły Prawa i Administracji w Rzeszowie
  • Absolwentka Akademii Górniczo – Hutniczej w Krakowie – w zakresie "Zarządzanie nieruchomościami"
  • Licencjonowany Zarządca Nieruchomości
  • Radna Rady Miasta Gorlice od 12 lat
  • Zastępca Przewodniczącego Rady Miasta Gorlice od 8 lat
  • Opiekun Młodzieżowej Rady Miasta Gorlice od 8 lat
  • Od 1997 r. związana ze spółdzielczością mieszkaniową
  • Od 2009 r. Prezes Spółdzielni Mieszkaniowej "Pod Lodownią"
  • Od 2015 r. Prezes Spółdzielni Mieszkaniowej "Małopolska"
  • Bezpartyjna

Drodzy Gorliczanie! Czas na korzystne zmiany!

Poparcie mojej kandydatury daje Państwu gwarancję, że w naszym mieście na pewno nastąpią korzystne zmiany. Aby stało się to możliwe, Gorlice muszą doczekać kobiecej wrażliwości i racjonalności, ale również stanowczości i energii.

Zawsze jestem blisko ludzi potrzebujących pomocy. Kieruję się zasadami uczciwości i solidności. Głównym celem mojego działania jest praca dla dobra wszystkich mieszkańców Miasta.

Uczynię wszystko, by nie zawieść Państwa zaufania. Wierzę głęboko, że razem dokonamy potrzebnych zmian, razem zrobimy więcej, niż do tej pory zrobiono i razem będziemy cieszyć się z naszych sukcesów.

Nie zwykłam rzucać słów na wiatr i zasypywać gruszek w popiele – potwierdzą to osoby, z którymi miałam dotychczas przyjemność współpracować.

Jeśli chcecie mieć Państwo burmistrza "dla ludzi i z ludźmi", proszę o oddanie na mnie głosu 21 października.

Wywiad z Kandydatem na Burmistrza Miasta Gorlice MARIOLĄ MIGDAR

Do startu w wyborach na burmistrza Gorlic zgłosiła swoją kandydaturę Mariola Migdar – wiceprzewodnicząca Rady Miasta i prezes Spółdzielni Mieszkaniowej "Małopolska".

Gorliczanin.pl: Już od dawna mówiło się o Pani kandydaturze, teraz nadszedł czas na rejestrację komitetu wyborczego "Przyjazne Gorlice". Wcześniej jednak dość długo czekała Pani z oficjalnym ogłoszeniem swojej gotowości do startu. Czyżby się Pani wahała?

Mariola Migdar: Nie brakuje mi determinacji, by zmierzyć się z nowym wyzwaniem i wiem, w jaki sposób wykorzystać swoją wiedzę na temat samorządu. Nie brakuje mi również ciekawych pomysłów na polepszenie gorlickiej rzeczywistości i dlatego nie mam obaw, że pełnienie funkcji burmistrza mnie przerośnie. Jednak trzeźwo patrzę na świat i dlatego najpierw chciałam zebrać wokół siebie grupę odpowiedzialnych, aktywnych i godnych zaufania osób, tworzących teraz komitet wyborczy "Przyjazne Gorlice". Potrzebowałam wsparcia od naturalnych lokalnych liderów. Gdy je otrzymałam, nic nie stało już na przeszkodzie, by oficjalnie rozpocząć kampanię.

G: Skąd decyzja o starcie w wyborach na burmistrza?

MM: Pochodzę z Gorlic, tutaj się wychowałam, tutaj jest moje miejsce, na którym mi zależy. Jednocześnie, na co dzień rozmawiam z ludźmi sygnalizującymi problemy, które pozostają od lat nierozwiązane. Dostrzegam również ze smutkiem, że nasze miasto nie wykorzystuje swojego sporego przecież potencjału. Mam wrażenie, że mimo pojawiających się szans, wciąż tkwimy w tym samym miejscu, a tymczasem otaczający nas świat, bliższy i dalszy, korzysta z dobrej koniunktury. Nawet w najbliższej okolicy realizowane są pomysły podnoszące atrakcyjność poszczególnych miejscowości. Popatrzmy choćby na mniej zasobne Ciężkowice czy Muszynę. Zadowoliliśmy się rolą obserwatora, który tylko od czasu do czasu angażuje się w jakieś nieskoordynowane działania w celu poprawy jakości życia mieszkańców. To stanowczo za mało, nie stać nas na bierność. Jest jeszcze szansa, żeby nadrobić stracony czas, a ja chcę, by Gorlice z tej szansy skorzystały.

G: Obserwując Pani profil facebookowy można odnieść wrażenie, że cieszy się Pani sporym poparciem.

MM: To bardzo budujące i za każdy głos poparcia serdecznie dziękuję. Myślę, że te deklaracje wsparcia wynikają w dużej mierze z tego, że od lat podtrzymuję stały kontakt z mieszkańcami miasta. Nie boję się z nimi rozmawiać, wysłuchiwać oczekiwań czy mierzyć się z krytyką. Ludzie wiedzą, na co mnie stać i na czym mi zależy. Poza tym, gorliczanie są zmęczeni panującą niemożnością, oczekują zmian. Nie tęsknią do jeszcze większej ilości kosztownych imprez, ale bardziej do czegoś, co zostanie z nami na lata i będzie przynosić długotrwałe korzyści. Liczą na poważne traktowanie.

G: Jaki więc ma Pani pomysł na zmiany?

MM: Przede wszystkim skupienie się na racjonalnym wydatkowaniu środków i uporządkowaniu chaosu inwestycyjnego. Obiekty, które mogły lub mogą skusić przedsiębiorców z zewnątrz czy turystów nie są wykorzystywane. Ten problem obrazuje leżąca odłogiem nowa część strefy aktywności gospodarczej czy park, który mógłby stanowić prawdziwą perłę turystyczną, a doczekał się jedynie liftingu. Oszczędza się nie w tych obszarach, w których trzeba, a lekką ręką wydaje pieniądze na zbędne działania. Nigdy nie było tak łatwo o pozyskanie środków zewnętrznych, co jednak w przypadku Gorlic nie jest jakoś znacząco widoczne, a jednocześnie zadłużenie miasta utrzymuje się na stałym, niepokojącym poziomie.

G: Przecież słyszymy, że w Gorlicach ciągle coś się remontuje i unowocześnia.

MM: Wszędzie coś się dzieje, nie tylko w Gorlicach. Nie żyjemy w próżni. Naturalnie, że uruchamiane są przez władze miasta środki zebrane od gorlickich podatników, ale mam wrażenie, że te zmiany są tylko powierzchowne i nieskoordynowane. Stoimy w tym samym miejscu, w którym byliśmy cztery lata temu, tyle że fragmentarycznie odnowionym. A przecież, kto się nie rozwija, ten się tak naprawdę cofa.

G: Jakie ma pani uwagi do pracy Urzędu Miasta w Gorlicach?

MM: Dostrzegam pole do przeprowadzenia pewnych zmian. Nie mam nic do zarzucenia większości spośród osób pracujących w urzędzie, ponieważ znają się na swoim fachu i przykładają do obowiązków, ale sposób zarządzania magistratem musi zostać zreformowany. Poza tym, ratusz to miejsce, w którym mieszkańcy nie mogą być traktowani jak petenci proszący o łaskę wysłuchania. Burmistrz musi pamiętać, że to podatnicy są jego faktycznym pracodawcą, że musi sumiennie podchodzić do swoich obowiązków, codziennie pozostawać na posterunku i angażować się w pracę, a nie tylko wtedy, gdy jest to potrzebne do autopromocji.

G: Jeśli obecny burmistrz zostanie na swoim stanowisku, coś się zmieni?

MM: Nie. Dalej będziemy utrzymywani w przekonaniu, że jest cudownie. Że Gorlice, to miasto, w którym przed ludźmi otwierają się nowe możliwości, że to miejsce, w którym warto zostać, zainwestować swoją energię i oszczędności. A przecież wystarczy zejść na ziemię, wyjrzeć z okien ratusza, by zobaczyć ile lokali usługowych na rynku to pustostany.

G: Co się zmieni jeśli Pani wygra?

MM: Przede wszystkim będę rozmawiać z tymi, którzy zechcą podzielić się ze mną swoimi pomysłami czy spostrzeżeniami. Nic nie może się dziać za plecami mieszkańców. Nie mogą się oni przypadkowo dowiadywać, że obok ich posesji niedługo będzie przebiegać ruchliwa obwodnica, a na widocznej z okna działce rozbudowana zostanie spalarnia śmieci. Takie sytuacje prowadzą jedynie do konfliktów. Gorlice potrzebują impulsu do rozwoju, realnej współpracy wszystkich mieszkańców. Nie ma już czasu na trwanie w stagnacji, brak pomysłów, kumoterstwo czy, tak jak w przypadku cmentarza, zamiatanie spraw pod dywan. Gorliczanie zasługują na poważne traktowanie.

G: Dziękuję za rozmowę.

MM: Również dziękuję.

Źródło: Gazeta Gorliczanin.pl 33/2018